Małe podsumowanie wprowadzonych zmian

Przejdź do listy wpisów
Sejm uchwalił ostateczny kształt ustawy, która od 30 kwietnia zamrozi na pięć lat sprzedaż państwowej ziemi rolnej i drastycznie ograniczy obrót prywatną. Przepadła większość poprawek proponowana m.in. przez senatorów z PiS
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Wygląda na to, że na koniec prac legislacyjnych PiS zakpił z rolników. Jak? Umożliwił im swobodną sprzedaż działek do 0,3 ha. Sęk w tym, że nie da się ich wydzielić, bo zabrania tego inna ustawa. To jedna z siedmiu poprawek senackich przyjętych przez Sejm. Senat przegłosował je w nocy ze środy na czwartek po całodziennej, bardzo emocjonalnej debacie. Senatorowie - również z PiS - nie zostawili na ustawie suchej nitki.

Niezależna senator Lidia Staroń oraz senator PiS Waldemar Bonkowski proponowali, by spod rygorów ustawy zwolnione były działki o powierzchni nieprzekraczającej 2 ha. - Trzeba powstrzymać gniew ludzi na wsi. W jakim ja żyję kraju, żeby Polak nie mógł kupić nawet hektara czy dwóch ziemi - mówił senator Bonkowski. Senator Staroń wyjaśniała, że na Warmii i Mazurach, skąd pochodzi, przeważa ziemia V i VI klasy, która nie nadaje się zbytnio do uprawy. Żaden miejscowy rolnik jej nie kupi. Jednak ze względu na atrakcyjne położenie takie grunty chętnie kupują mieszkańcy miast, którzy chcą mieć dom nad jeziorem. - Ci ludzie pobudzają ten region do życia - przekonywała Lidia Staroń. - Pozwólmy rolnikom sprzedawać im swoją ziemię - prosiła. Argumenty senatora PiS były identyczne. Na Kaszubach przeważa słaba rolniczo ziemia. - Cóż złego w tym, że rolnik sprzeda trochę piasków, za które ludzie z miasta dobrze mu zapłacą. Przecież ten rolnik za te pieniądze dokupi lepszej ziemi - mówił Waldemar Bonkowski.

Bogdan Borusewicz z PO przyznał, że ustawa w kształcie uchwalonym przez Sejm wepchnie rolników na trudnych rolniczo terenach w jeszcze większą biedę.

Niestety - jak opowiada nam senator Staroń, która uczestniczyła w nocnym głosowaniu - poprawka przepadła jednym głosem. Przeszła za to inna, która zezwala na swobodny obrót gruntami do 0,3 ha. W Sejmie posłowie PO ją wyśmiali. - Przecież ustawa o gospodarce nieruchomościami zabrania dzielenia gruntów na działki mniejsze niż 0,3 ha. W efekcie nikt z tej możliwości nie będzie mógł skorzystać - wyjaśnił poseł Artur Dunin z PO. - Czy wy się znacie na tym, co robicie? - pytał stronę rządową.

"Nie" dla pozbawienia Kościołów i związków wyznaniowych możliwości nabywania ziemi rolnej

Dodajmy, że w Senacie przepadło wiele poprawek do ustawy, które zgłosili senatorowie PiS. Np. Józef Łyczak zaproponował pozbawienie Kościołów i związków wyznaniowych możliwości nabywania ziemi rolnej. Senator PiS tłumaczył to obawą, że będą one powstawały tylko po to, aby móc nią spekulować. Przypomnijmy, że od zasady, że grunty rolne mogą nabywać zasadniczo wyłącznie rolnicy, Sejm - na wniosek PiS - zrobił jeden wyjątek (nie licząc bliskich rolników, samorządów oraz Agencji Nieruchomości Rolnych) - umożliwił nabywanie gruntów rolnych Kościołom i związkom wyznaniowym. Wśród posłów opozycji, także tych wierzących, wywołało to oburzenie, bo równocześnie PiS nie dopuścił do tego, by ziemię mogły kupować np. spółdzielnie rolnicze. W Senacie do chóru oburzonych przyłączyli się niektórzy senatorowie partii rządzącej. Pod poprawką Józefa Łyczaka podpisali się Jan Żaryn, Andrzej Stanisławek, Margareta Budner z PiS oraz Jadwiga Rotnicka z PO. - Przecież Kościoły i związki wyznaniowe nie mają kwalifikacji rolniczych - mówił senator Łyczak. I dodał, że nawet jeden z biskupów, z którym rozmawiał, uznał, że to rozwiązanie przyniesie Kościołowi katolickiemu krzywdę.

Piotr Florek z PO żartował, że powstanie m.in. Kościół Dobrej Zmiany. - Czy jego członkami będą mogli być obcokrajowcy? - pytał ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Ten miał do powiedzenia tylko tyle, że Kościół czy związek wyznaniowy musi być zarejestrowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. - Przecież to łatwe - stwierdził w czasie debaty Jan Maria Jackowski z PiS.

Dodajmy, że w naszym kraju działają 163 Kościoły i związki wyznaniowe. Najwięcej gruntów rolnych ma Kościół katolicki. Niestety, nie ujawnia on swojego stanu posiadania. Prawdopodobnie w jego rękach może być nawet ok. 160 tys. ha.

Poprawka o zabytkach też nie przeszła

W Senacie nie przebiła się nie tylko poprawka senatora Łyczaka. Jan Maria Jackowski bezskutecznie zabiegał o poprawkę, dzięki której nie zostanie odebrano prawo pierwszeństwa do zakupu państwowych gruntów rolnych ich dawnym właścicielom oraz spadkobiercom.

Z kolei senator Lidii Staroń nie udało się przeforsować m.in. poprawki, która wyłączyłaby spod działania ustawy obiekty wpisane na listę zabytków, czyli m.in. zamki, pałace i dworki. Chodzi o to, że wiele z nich stoi na działkach, które formalnie są gruntami rolnymi. Tymczasem zgodnie z ustawą prywatny właściciel takiego zabytku mógłby go sprzedać jedynie rolnikowi, co - jak łatwo się domyślić - graniczyłoby z cudem.

W ustawie od rolników wymaga się osobistego prowadzenia gospodarstwa rolnego oraz zamieszkiwania na miejscu od co najmniej pięciu lat. Kupionych gruntów bez zgody sądu rolnikowi nie będzie wolno sprzedać lub wydzierżawić przez co najmniej dziesięć lat (to ograniczenie ma dotyczyć także Kościoły i związki wyznaniowe).

Rolnicy indywidualni będą mogli kupować ziemię rolną tylko do momentu, aż w ich rękach znajdzie się 300 ha. Potem każda transakcja zostanie uznana za nielegalną. Ci, którzy już mają więcej, rolnikami indywidualnymi nie są, więc nie będą mogli więcej dokupić.

Co nie podlega ustawie

Ustawie nie podlegają dwa typy nieruchomości rolnych:

• takie, które „w dniu wejścia w życie ustawy, w ostatecznych decyzjach o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu przeznaczone są na cele inne niż rolne”;

• o powierzchni nieprzekraczającej 0,5 ha (5 tys. m kw.), które „w dniu wejścia w życie ustawy zajęte są pod budynki mieszkalne oraz budynki, budowle i urządzenia niewykorzystywane do produkcji rolniczej wraz z gruntami do nich przyległymi, umożliwiającymi ich właściwe wykorzystanie oraz zajętymi na urządzenie ogródka przydomowego, jeżeli grunty te tworzą zorganizowaną całość gospodarczą oraz nie zostały wyłączone z produkcji rolnej w rozumieniu ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych”.

Ograniczenia nie będą dotyczyć gruntów, co do których gminny plan zagospodarowania przestrzennego przewiduje inny niż rolny sposób wykorzystania, czyli np. pod budownictwo mieszkaniowe.

PiS chce, aby ustawa obowiązywała od 30 kwietnia, bo 1 maja skończy się okres ochronny, w którym od firm i obywateli UE wymagane jest zezwolenie na zakup gruntów rolnych.